Nr 1(113) - styczeń luty 2004
DWUMIESIĘCZNIK KATECHETYCZNY KURII METROPOLITALNEJ BIAŁOSTOCKIEJ

Młodzież trudna na katechezie
Sympozjum lubelskie

Młodość, mistrzu, jest rzeźbiarką,

Co wykuwa żywot cały;

Choć przeminie sama szparko,

Cios jej dłuta wiecznotrwały.

Z. Krasiński, Do Kajetana Koźmiana (1850)

Mimo, że od napisania tych słów minęło już wiele lat pozostają one ciągle aktualne, bo w sposób dobitny wyrażają prawdę o tym ważnym okresie życia ludzkiego, jakim jest młodość. Od wielu już lat w połowie listopada tysiące katechetów i katechetek, pragnących realizować słowa św. Jana Bosko: „Wystarczy, że jesteście młodzi, dla was chcę żyć, dla was pracować”, podążają na Sympozjum Katechetyczne organizowane przez Katolicki Uniwersytet Lubelski w Lublinie. W 2003 roku odbyło się ono w dniach 14 - 15 listopada pod hasłem: „Katecheza młodzieży”. Oczywiście w ciągu dwóch dni przedstawiono wiele interesujących tematów i wszystkie one godne są prezentacji. Ten jednak wydaje mi się najpilniejszy, najbardziej potrzebny katechetom, więc przedstawię go. Z młodzieżą trudną właściwie każdy nauczyciel ma do czynienia. Katecheza jednak z racji na to, że nie jest przedmiotem obowiązkowym, nawet nie wchodzi do średniej ocen, często staje się miejscem szczególnej aktywności młodzieży trudnej. Oczywiście pomijam tu zupełnie problem młodzieży nie uczęszczającej na katechezę, czy też zachowującej się biernie, by skupić się na tej części, która skutecznie „rozwala” katechezę. Pomijam problem związany z tym, że potrzebna jest dobra katecheza i to zarówno od strony treściowej, jak i metodycznej. Wszystko po to, by skupić się na pytaniu: Co robić z młodzieżą trudną, która aktywnie „rozwala” katechezę? Będą to bardzo szczegółowe wskazania według następującego planu: 1. W jaki sposób młodzież może „rozwalać” katechezę? 2. Jak można reagować na te zachowania? 3. Co należy robić? Z racji na obszerność tego problemu całość ukaże się w trzech kolejnych numerach naszego czasopisma.

1. W jaki sposób młodzież może „rozwalać” katechezę?

Mogą to być ciągłe rozmowy, krzyki, rzucanie papierów, spadanie z krzeseł, czytanie gazet, serie pytań nie na temat, odrabianie lekcji z innych przedmiotów, jedzenie kanapek, chińskich zupek, chodzenie uczniów między ławkami, wychodzenie z klasy, zakładanie nóg na stoły, zabawy telefonami komórkowymi, słuchanie walkmana, oglądanie czasopism, nierzadko pornograficznych, bójki i głośne wyzwiska między uczniami, używanie wulgarnych słów wobec kolegów, koleżanek, wobec katechety, głośne rozmowy, śmiechy podczas modlitwy, zwracanie się do katechety po imieniu, przez „ty”, nieraz wulgarnie, czy też traktowanie go jak powietrze. Ogólnie - chaos, bałagan, wygłupy, agresja słowna i fizyczna, zachowania prowokacyjne, niczym historia z Torunia powtarzająca się w tylu miejscach Polski.

Dlaczego młodzież tak się zachowuje? Zbigniew Barciński, referent tego zagadnienia na sympozjum ukazał najbardziej inspirującą odpowiedź na to pytanie, jaką otrzymał kiedyś od byłej wychowanki, gdy pracował jeszcze jako wychowawca w świetlicy. Oczywiście kłopoty z wychowankami nie należały do rzadkości. Ale ta sytuacja była szczególna, bo z normalnego zupełnie odrabiania lekcji ona w ciągu kilku chwil zrobiła „kabaret”. Zaczęło się od kilku pytań nie na temat, potem były coraz to nowe tematy, kilka dowcipów, wreszcie jakaś szalona zupełnie zabawa, w którą wciągała cała grupę. Reakcja na upomnienia, uwagi trwała kilka sekund, potem wszystko wybuchało na nowo z jeszcze większa siłą. To, co najbardziej dało się zapamiętać, to ulga, z jaką wreszcie można było ogłosić koniec odrabiania lekcji. I zaraz potem pytanie do inicjatorki tego zamieszania: „Dlaczego tak się zachowywałaś?” Można było się domyślać, że z powodu kłopotów rodzinnych. Tymczasem ona spojrzała rezolutnie na wychowawcę, wzięła się pod boki i wypaliła: „Jak pan tak pozwalał!” To zamurowało. Jak to „pan pozwalał”? Przecież nie pozwalałem, prosiłem, zwracałem uwagę, nawet groziłem... A ona dalej: „Jak pan tak pozwalał!” To mnie uświadomiło - mówił prelegent - że nie jest tak źle, przyczyna jest we mnie, w katechecie, więc można nad tym pracować. I tu powstaje kolejne pytanie: Jak reagować na zachowania trudnej młodzieży?

2. Jak reagować na złe zachowania?

Najczęściej są dwa typy reakcji. Można je określić jako strategię miękką i strategię twardą. Strategia miękka polega na kilku charakterystycznych przekonaniach: „Rozwalanie katechezy wynika z domowych problemów uczniów. Dialog i porozumiewanie się są najważniejsze, dlatego należy się nastawić na tworzenie więzi, okazywanie ciepła, serdeczności, łagodności. Uczniowie kiedyś to docenią i zmienią swoje zachowanie. Uczniom trzeba okazać zaufanie. Trzeba unikać walki i konfrontacji. Trzeba być gotowym do ustępstw. Nie stawiać wymagań, wymagania są nie w porządku wobec uczniów, godzą w ich godność osobistą. Wymagania zniszczą więź, stworzą mur między mną a uczniami. Stawianie wymagań spowoduje, że przestaną mnie lubić. Lepiej nie reagować na ich zachowania, bo i tak to niczego nie zmieni. Zresztą mogą stać się mi wrodzy. Lepiej być gotowym na to, że będą mnie ignorować, stroić sobie żarty. Dobroć w końcu zaprocentuje”. Tymczasem uczniowie często będą wykorzystywać taką postawę, nauczyciel zaś będzie pogrążać się coraz bardziej. Sytuację mógłby uzdrowić tylko cud, ale cud na ogół nie nadchodzi. Trzeba więc poszukać innego rozwiązania.

Strategia twarda opiera się na przekonaniu: „Każde złamanie zasad wynika ze złej woli uczniów. Oni są moimi wrogami, tylko czekają, żeby mnie zaatakować. Trzeba nastawić się na ostrą konfrontację, na wywieranie presji i zwycięstwo w tej walce. Trzeba być gotowym do siłowych nacisków, trzeba ich złamać i zmusić do posłuszeństwa. Będą się dobrze zachowywać, jeśli będą się bali. Tylko karą można coś z nimi osiągnąć. Trzeba ich trzymać na dystans, nie wolno im ufać, czy okazywać życzliwość, bo odbiorą to jako słabość i wykorzystają. Trzeba bezwzględnie w każdej sytuacji stawiać na swoim. Albo ja ich pokonam, albo oni mnie.” Taka strategia sprawi, że uczniowie staną się zastraszeni i bierni, albo podejmą otwartą wojnę.

Ostatecznie ani jedna, ani druga propozycja nie jest rozwiązaniem. Ani postawa „sentymentalnej jemioły”, ani postawa „agresywnego boksera” nie przynosi rezultatu. W obu strategiach jest sporo iluzji. Nieskuteczne jest też przerzucanie się z jednej strategii na drugą. Co należy robić z młodzieżą trudną, jaką przyjąć taktykę, o tym wszystkim napiszę w następnym numerze.

ks. Czesław Walentowicz



Spis artykułów