Nr 1(113) - styczeń luty 2004
DWUMIESIĘCZNIK KATECHETYCZNY KURII METROPOLITALNEJ BIAŁOSTOCKIEJ

Subkultury młodzieżowe
3. Hip-hopowcy

Dziś opowiem ci, drogi czytelniku, o subkulturze, która manifestuje swą obecność między innymi na klatkach schodowych wielkomiejskich blokowisk, czyli o hip-hopowcach, inaczej blokersach, czy „tubylcach betonu”. Bowiem „hip-hop” to nie tylko gatunek muzyki, ale także swoiste zaproszenie do tańca i zabawy. Zabawa oznacza próbę przekroczenia wszelkich konwencji istniejących w tej dziedzinie zachowania.

Typowy hip-hopowiec to najczęściej nastolatek w za dużej bluzie z kapturem, luźnych spodniach z krokiem na wysokości kolan zwanych lenarami, trampkach - timberlandach i czapce z daszkiem na króciutko ostrzyżonej głowie, wyglądający jak mały chłopiec, który pożyczył ciuchy od starszego brata. Zwykle nosi jeszcze łańcuch zwisający z tylnej kieszeni spodni do przedniej, a na szyi drewniane koraliki i obowiązkowo okulary. Taki strój symbolizuje luz, który można też zauważyć obserwując powitanie hip-hopowców: seria umówionych gestów dłoni, poklepywania, czy przytulenia. To typ luzaka - często się uśmiecha, dużo gestykuluje i dużo mówi, czasem rymuje.

Hip-hopowcy wywodzą się z grup mniejszościowych, wielkomiejskich kategorii społecznie upośledzonych. W Polsce to młodzież z blokowisk. To subkultura skierowana przeciw ustalonym wartościom, konwenansom i estetyce bogatych, sytych, dobrze wykształconych. Opiera się na slangu, często celowo wulgarnym języku, pogardzie dla przedstawicieli establishmentu. Czasem przedstawiciele tej subkultury posuwają się do przemocy, gloryfikując własną biedę i poniżenie. Swoje hasła chętnie przedstawiają i popularyzują w formie graffiti, które malują, gdzie się da: na ścianach bloków, ogrodzeniach, klatkach schodowych, przystankach autobusowych itp. „Byle by był jakiś mur”. Typowy podpis graficiarza brzmi: „TAG”.

Hip-hopowcy nie wstydzą się marzeń i ambicji. Nie odrzucając rzeczywistości, również nie chcą się jej podporządkować. Pragną tę rzeczywistość sobie oswoić, uczynić przychylną, wykorzystać „frajerów” i „mieszczuchów”, aby w swoim kręgu prowadzić fajne życie. Nie mają przy tym złudzeń, dlatego mają lekceważący stosunek do wszelkich instytucji i nie wierzą w społeczną wiedzę. Nie znoszą „chrzanienia”. Najważniejsza jest wiara w samego siebie. Nie ma bowiem na co i na kogo liczyć. Wszystkim odbiła „szajba” - rodzicom, politykom, nauczycielom, w ogóle dorosłym. „I ch... na to kładę, bo i tak damy radę...” - tak brzmi fragment tekstu piosenki jednego z zespołów hip -hopowych. Receptą na życie, które nic nie jest warte, jest hip-hop. To rozrywka, sposób spędzania wolnego czasu, aktywność, styl życia, ale też muzyka, która dziś rządzi na dyskotekach i króluje na listach przebojów. „Kaliber 44”, „Peja”, „MOLESTA”, „K.A.S.T.A”, „FENOMEN”, „PAKTOFONIKA” oraz inne formacje hip-hopowe nie boją się ani nie wstydzą mówić o seksie, nagości, wolnej miłości i przemocy. Hip-hop to też zaproszenie do tańca, który daje możliwość zaistnienia, popisania się swoimi sportowo-akrobatycznymi umiejętnościami (podskoki i bardzo skomplikowane figury). Jedni hip-hopowcy doskonalą się w tańcu, inni w akrobacjach na rowerze lub deskorolce. „...bo ważne jest dążenie do perfekcji, aby na czymś się wybić i móc z tego żyć...” - tak twierdzą przedstawiciele tej subkultury.

Kreowany bohater hip-hopu to człowiek bez jednoznacznego świata wartości. Liczy się tylko to, aby być silnym i nie dać się zdominować systemowi. Hip-hop stał się dla wielu młodych Polaków rodzajem życiowego credo, ekwiwalentem religii, „wiarą bez Boga”. Ich zdaniem nie ma żadnych świętości, niezmiennych zasad i wartości. Najważniejszy jest swobodny i luzacki styl życia. Chodzi o to, aby świat był zabawny, żeby było fajnie. Nie obce hip-hopowcom są też przygody z THC (tak nazywają marihuanę). Ale kto ich zdaniem tego dziś nie pali? „Blandy kręcę, bo mam ręce” - podsumowują zwykle ze śmiechem.

I co w tej subkulturze takie niebezpieczne? Na to pytanie odpowiedz sobie, drogi czytelniku sam.

Katarzyna Kurowska



Spis artykułów