Nr 2(114) - marzec kwiecień 2004
DWUMIESIĘCZNIK KATECHETYCZNY KURII METROPOLITALNEJ BIAŁOSTOCKIEJ

Zrozumieć siebie
czyli o „Wychowaniu do życia w rodzinie”

Wokół „Wychowania do życia w rodzinie” narosło wiele pytań, wątpliwości, nieporozumień i obaw... zarówno rodziców, jak i nauczycieli oraz samych uczniów.

Jestem katechetką. Ukończyłam drugi kierunek i prowadzę zajęcia z „Wychowania...” już trzeci rok w szkole średniej: w liceum ogólnokształcącym, w technikum, a wcześniej także w zawodówce. Moja przyjaciółka, Beata Wielgat, ma zajęcia w gimnazjum i szkole podstawowej (jest nauczycielką biologii i chemii). Chciałybyśmy razem podzielić się spostrzeżeniami związanymi z tym przedmiotem.

Nie miejsce i nie pora, aby się „skarżyć” na trudności związane z organizacją prowadzenia lekcji „Wychowania...”. Nie będziemy narzekać...

Chcemy ukazać ....

Podzielić się doświadczeniami, pobudzić do refleksji, bo każdy z nas żyje w rodzinie, ma swoją rodzinę…

Młody człowiek potrzebuje pomocy, by wkroczyć w dorosłość. Przygotowanie nastolatka, by kierował swoim życiem wymaga czasu i nie dokonuje się samo z siebie. Oczywiście, pomóc w tym powinni mu rodzice, najbliżsi. Wszyscy jednak wiemy, jak często dom rodzinny nie spełnia swoich zadań. Wprowadzony do szkół, po długich i głośnych debatach i dyskusjach „narodowych” przedmiot „Wychowanie do życia w rodzinie” ma wielkie szanse, aby wypełnić tę lukę i wesprzeć rodzinę w działaniach wychowawczych.

Myli się ten, kto myśli, że młodzież interesuje się tylko jednym aspektem tego przedmiotu - edukacją seksualną. Chociaż wielu żartobliwie woła : „Idziemy na seksy”, to na zajęciach ten temat podejmowany jest gdzieś na końcu. I powodem tego nie jest nasza niechęć czy „wrogość” do tego tematu.

Młodzi ludzie chcą przede wszystkim zrozumieć siebie, innych i otaczający świat. Chcą nauczyć się budować dobre relacje z rówieśnikami, które będą oparte na szczerości, a nie na szpanie i zasobności portfela rodziców. W anonimowych ankietach wyrażają chęć rozmów na tzw. „życiowe tematy”. Cenią dyskrecję, szczerość nauczyciela oraz możliwość wypowiedzenia własnych poglądów bez obawy ich oceny i krytyki.

Pozytywnie zaskoczył nas fakt, że młodzi tak naprawdę wolą spędzać święta i uroczystości z rodziną, a nie tylko z rówieśnikami. Nie podoba im się skupienie uwagi dorosłych tylko na stole i telewizorze. Chcieliby także pójść na spacer, lepić bałwana z rodzicami. Dałoby im to poczucie ważności, bycia w rodzinie, skupienia uwagi na sobie.

Nauczanie także innego przedmiotu jest pomocne przy prowadzeniu tych zajęć. Fakt posiadania gruntownej wiedzy biologicznej i chemicznej ułatwia przekazywanie treści związanych z fizjologią człowieka. Wiarygodnym staje się prostowanie nieścisłości i przekłamań zamieszczanych w prasie młodzieżowej.

Na lekcjach religii koncentruję się na nauce Kościoła Katolickiego dotyczącej małżeństwa i rodziny, a na „Wychowaniu...” podnoszę aspekt psychologiczny, medyczny, prawny tych samych zagadnień. Satysfakcję dają mi wypowiedzi uczniów, którzy sami odkrywają zgodność i współbrzmienie obu tych uzasadnień np. wstrzemięźliwości przedślubnej, wierności małżeńskiej.

Przygotowanie ciekawej lekcji „Wychowania...” wymaga od nas sporo czasu i energii. Szukamy nowych metod i sposobów rozmowy o „starych sprawach”. Jest wiele trudności związanych z prowadzeniem tych zajęć, począwszy od kłopotów z salą, udostępnieniem magnetowidu, a skończywszy na różnej liczbie uczniów uczęszczających na zajęcia, bo są one nieobowiązkowe. Gdy uczeń ma dużo nauki czy zapowiedziane klasówki, pozwala sobie „zrezygnować” z zajęć w tym czasie, bo nie będzie miał z tego powodu żadnych konsekwencji.

Oczywiście, w błędzie jest ten, kto myśli, że szkoła zastąpi rodziców w wychowaniu ich dzieci. Rodzina jest niezastępowalna w tym zadaniu. Zajęcia „Wychowania…” mogą być jedynie pomocne.

Chociaż efekty wynikające z uczestnictwa w tych zajęciach nie są natychmiast widoczne (opanowanej wiedzy nie sprawdzimy na klasówce czy sprawdzianie, jak w przypadku biologii czy chemii), to zaprocentują przy budowaniu właściwych relacji z dziewczyną, chłopakiem, najbliższymi w rodzinie czy umiejętnej komunikacji, rozwiązywaniu konfliktów oraz podejmowaniu ważnych decyzji życiowych. Przy szeroko podkreślanym dziś w mediach kryzysie rodziny dziwi nas, że zajęcia te nie są obowiązkowe, a uczestnictwo w nich nie jest potwierdzane na świadectwie. Wielu rodziców wyraża swoje niezadowolenie i oburzenie z powodu braku wpisu tego przedmiotu na świadectwie.

Mamy nadzieję, że przyszłość pokaże pozytywną wartość tego przedmiotu.

Beata Ewa Wielgat
Beata Izabela Żukowska



Spis artykułów