Nr 5(111) - wrzesień październik 2003
DWUMIESIĘCZNIK KATECHETYCZNY KURII METROPOLITALNEJ BIAŁOSTOCKIEJ

Na ścieżkach w Krynicy Morskiej

Krynica to raj dla turystów. Z pewnością tak powie każdy kto przyjedzie tu latem, kiedy ta mała mierzeja wiślana zapełnia się ludźmi w każdym zakątku. Póki co jest tu cisza i spokój. Tylko nieliczni turyści i wycieczki szkolne idą nad Zalew Wiślany podziwiać jachty, albo nad Zatokę Gdańską na plażę oddychać morskim powietrzem, grać w piłkę, czy budować zamki na piasku. W Domu Rekolekcyjnym Księży Werbistów „Bursztyn” na dwa dni 20 - 21 maja znajdują swoje miejsce dyrektorzy, konsultanci i doradcy metodyczni ds. nauczania religii makroregionu Polski Północno - Wschodniej. Wprawdzie nie wszyscy mogli przyjechać, wielu zatrzymały obowiązki, zwłaszcza zdawanie planów pracy na przyszły rok. Niektórzy z powodu odległości(np. z Białegostoku ponad 400 kilometrów) musieli przybyć dzień wcześniej. Jednak takie spotkania są bardzo potrzebne, aby konsultant, czy doradca nie czuł się samotnym wędrowcem przecierającym szlaki katechezy.

W Dziejach Apostolskich czytamy: „Kiedy Piotr wchodził, Korneliusz wyszedł mu na spotkanie, padł mu do stóp i oddał mu pokłon. Piotr podniósł go ze słowami: Wstań, ja też jestem człowiekiem” (10, 25 - 26). Wprawdzie chodzi tu o godność apostoła, głosiciela Dobrej Nowiny, Korneliusz szanuje władzę, jaką Piotr posiada. Piotr zaś okazuje swoja pokorę. Podnosi bowiem Korneliusza, nie pozwala mu trwać na kolanach, uświadamia mu, że mimo swej godności tak samo jest człowiekiem. Może nawet Piotr poczuł się zażenowany całą ta sytuacją. Relacja apostoł - uczeń wydaje się dobrze przenosić na relację nauczyciel - uczeń, czy katecheta - uczeń. Ważne jest, by katechizowany - uczeń uznał w katechecie swego mistrza, a mistrz dostrzegał w uczniu człowieka i nie zapominał, że sam też jest tylko człowiekiem, ciągle potrzebującym doskonalenia. Człowieczeństwo obu (katechety i ucznia) jest podstawą wzajemnego szacunku, motywem troski o coraz lepszą współpracę ze sobą. Bo przecież w procesie kształcenia zyskuje nie tylko uczeń, ale i nauczyciel.

Dodatkowym bodźcem do wytężonej pracy na warsztatach w Krynicy Morskiej był rozważany tam tekst: „Człowiek jest wędrowcem, pielgrzymem. Wędrówkę rozpoczyna w chwili urodzenia, kończy ją z chwilą śmierci. Przemierzając odległość między życiem a śmiercią. opuszcza jedno miejsce, by przybyć do drugiego. Wędruje po życiu znacząc ślad dokonaniami umysłu, wielkością serca i wywołanym wzruszeniem. Są wędrówki, które zostawiają trwałe ślady, ale są i takie, które mijają bez echa...” Najtrwalsze ślady zostają we wnętrzu młodego człowieka, stąd też tak wielka za nie odpowiedzialność w przypadku każdego nauczyciela, zwłaszcza katechety.

Kiedy patrzymy na szkołę, wydaje się, że już na dobre skończyły się czasy, kiedy to szkoła przypominała średniowieczne miasto dookoła obwarowane fosą i murem, za którym nic nie widać, do którego nikt nie ma dostępu. Poszczególne bloki tworzyły przedmioty, gdzie w czterech ścianach swojej klasy nauczyciel przedmiotu był sobie panem. Gdzieś w dali jeszcze dodatkowa forteca - gabinet dyrektora, który przeważnie o niczym nic nie wie. W obecnej dobie ten model nie da się już utrzymać. Dziś szkoła musi mówić jednym głosem, przynajmniej głosem wspólnym dla wielu przedmiotów naraz. Stąd korelacja międzyprzedmiotowa jeżeli nawet nie jest jeszcze koniecznością to najbliższą przyszłością polskiej szkoły, w tym także katechezy. Potrzeba korelacji z innymi przedmiotami nie jest tylko potrzeba katechezy.

Obecnie uczeń na wielu przedmiotach potrafi zapytać o Jezusa Chrystusa i to go rzeczywiście interesuje. Są tacy historycy, którzy uważają, że chrześcijaństwo przyczyniło się do upadku Imperium Rzymskiego. Zdecydowana jednak większość przyznaje, że chrześcijaństwo dało nowe oblicze Europie i światu. Wiele faktów historycznych da się wytłumaczyć rozwojem religii, obecnością Chrystusa w dziejach ludzi i świata. Dziś w wielu dziedzinach trzeba mówić po chrześcijańsku, zwłaszcza w perspektywie jednoczącej się Europy.

Jednak okazuje się, że nawet na poziomie konsultantów przedmiotowych nie jest to takie łatwe. Długie lata nauczania religii poza szkołą, zamykanie się w obrębie własnych dyscyplin sprawiły, że nauczyciel innego przedmiotu mimo dobrej woli nie potrafi metodycznie posługiwać się Pismem Świętym (posiłkując się nawet obszernym tekstem Biblii nie podaje parametrów i nie widzi w tym nic złego), nie dostrzega różnicy między autentycznym Słowem Bożym, które samo przez się działa zbawczo, a dowolnym opowiadaniem wydarzeń biblijnych. Wielu przedmiotowców zadałoby uczniowi odtwarzanie w dramie roli Boga Ojca, czego czynić nie wolno bo Bóg jest Duchem i nikt Go nie widział, a tylko Jezus Chrystus - Syn Boży. Można przecież to zrobić odtwarzając głos z taśmy magnetofonowej, lub jeżeli mówi - to osoba niewidzialna, ukryta. Dla niektórych gatunek literacki staje się tak ważny, że przysłania zbawcze orędzie, albo chcieliby, by uczeń wcielił się w postać biblijną traktując to jako żart.

Z pewnością to nie wszystkie problemy, przed którymi mogą stanąć podejmujący się tworzenia ścieżek edukacyjnych. Tym próbowaliśmy zaradzić na naszych ścieżkach międzyprzedmiotowych w Krynicy Morskiej podczas spotkania Zespołu Koordynacyjnego ds. Katechezy makroregionu Polski Północno - Wschodniej. Z tego spotkania powstały konkretne scenariusze zajęć w korelacji religii ze sztuką, językiem polskim, historią. Zostaną one przekazane zainteresowanym we właściwym czasie. Ważniejsze jednak wydają się być decyzje doradców i konsultantów, podjęte właśnie tam w Krynicy - będziemy wspólnie się spotykali u siebie, by tworzyć nowe ścieżki. Przy aktualnych programach nauczania właściwie nie ma przedmiotu, z którym nie można by utworzyć wspólnej ścieżki. Czytając tematy niektórych programów języka polskiego (np. „Rozwinąć skrzydła” dla klasy I gimnazjum) można odnieść wrażenie, że to podręcznik do nauczania religii. Oczywiście nie we wszystkich przedmiotach, czy programach jest tak łatwo. Wystarczy jednak odrobina dobrej woli, kilku zapaleńców, by powstały nowe ślady. To co musi być, to trzeba usiąść razem - nauczyciel religii z nauczycielem innego przedmiotu. Jeden wszystkiego nie zrobi, bo sam wszystkiego nie wie, nie umie. Na początek proponuję wybrać do współpracy tych życzliwych, zainteresowanych religią.

Tym, którzy chcieliby zacząć pracę od zaraz mogę podsunąć pomysł współpracy z językiem polskim. Na bazie przypowieści o synu marnotrawnym, odnaleźć obraz Hieronima Boscha - Wędrowiec (również Syn marnotrawny), wiersze Tadeusza Różewicza i Edwarda Stachury - i szukać podobieństw i różnic, a odkrycia będą bardzo ciekawe. Dalej można by wziąć za przedmiot rozważań prefację z liturgii Mszy świętej i szukać odniesień w wierszu Edwarda Stachury o tym samym tytule, czy dodać jeszcze Desideratę.

Z historią można wejść w kontakt wszędzie tam, gdzie mowa o Izraelu, o chrześcijaństwie. Wiele faktów trudnych do przyjęcia w suchym przekazie historyka można przybliżyć młodzieży przez dramę z udziałem postaci biblijnych (historyk sam tego nie zrobi). Zaaranżować np. wywiad z Abrahamem, czy Mojżeszem, który prowadzi swój lud, spotkanie św. Piotra ze św. Pawłem w więzieniu Mamertyńskim. Można wziąć tekst historyczny, poprosić, by młodzież przeniosła się w czasie i potraktowała go jako ostatnią wiadomość, do której musi się ustosunkować (np. zapis Tacyta o prześladowaniu chrześcijan - jak w tej sytuacji mają zachować się chrześcijanie?).

Oczywiście to tylko niektóre pomysły, zupełnie wstępne. Mam nadzieję, że bogactwo intelektualne i duchowe katechetów, ich zapał do współpracy z nauczycielami innych przedmiotów przyniosą takie efekty, że ścieżki edukacyjne staną się codziennym życiem białostockiej katechezy.

Ks. Czesław Walentowicz



Spis artykułów