Nr 6(112) - listopad grudzień 2003
DWUMIESIĘCZNIK KATECHETYCZNY KURII METROPOLITALNEJ BIAŁOSTOCKIEJ

O wychowaniu szczęśliwego człowieka

Na początku września trafiła do moich rąk książeczka Być człowiekiem, autor Phil Bosmans. Szukałam wsparcia, optymizmu i nadziei, że ten rok szkolny będzie dobry, i że warto próbować od nowa „zaszczepiać” w młodych ludziach dobro i radość życia. Do zapisania moich refleksji związanych z wychowaniem radosnego człowieka pobudził mnie tekst ks. Jacka Tomkiela Laboratorium nadziei, rozpoczynający się sentencją Bosmansa.

Namysł nad ludzką radością nie służy jedynie poznaniu, czym ona jest, ale wyraża raczej intencję przysporzenia sobie i innym powodów do szczęśliwszego przeżywania życia. Promowanie afirmacji życia jako propozycji wychowawczej może sprzyjać wewnętrznemu umocnieniu w odczuciu szczęścia, wprowadzając w technokratycznej cywilizacji chrześcijańską radość życia.

Radość życia – powszechna właściwość ludzkiej osobowości zdaje się być nie tylko ponadkulturowa, ale i zawsze atrakcyjna dla każdego. Żadna rzeczywista więź międzyludzka, żadne dobre wychowanie nie zaistnieje bez życzenia szczęścia i przychylności losu drugiej osobie. Jest to specyficzne niematerialne dobro człowieka i równocześnie zadanie dla wszystkich wychowawców, a dla katechetów w szczególności. Młodzi ludzie często mają poczucie rozpaczliwego bezsensu spowodowane wieloma czynnikami, między innymi i tym, że nigdy nie dane im było zobaczyć, jak piękne jest dzieło stworzenia. Dzieci mieszkające w wielkiej aglomeracji miejskiej mają mało okazji do poznawania piękna i harmonii natury. Dobrze wyjaśnić, że nie trzeba wcale być mistykiem czy poetą, aby dostrzegać, jak bogaty jest świat.

Wiele niepokojących symptomów typowych dla współczesnego świata nie sprzyja rozrastaniu się ludzkiej radości, ale przecież doświadczanie radości nie jest związane jedynie z instynktem życia. Jest raczej owocem indywidualnego wysiłku oraz wynikiem sprzyjających okoliczności wychowawczych. Czy radości można uczyć, czy tylko jej udzielać? A może to się łączy, bo uczymy się przez naśladownictwo (słowo uczy, a przykład pociąga), a jednocześnie nasza radość udziela się innym. Zachowanie postawy optymistycznej wymaga zarówno stymulacji z zewnątrz jak i z wewnątrz, której wyrazem jest chociażby intencja podtrzymywania świadomości szczęścia. Podłożem do tego jest pewna wrażliwość, która pozwala człowiekowi cieszyć się z tego, czego inni nawet nie zauważają.

Nie każdy wychowujący zdaje sobie sprawę z tego, że oddziałuje nie tylko tym, co zamierzył jako wychowanie, ale również całym sobą, czego być może nie zamierzył. Radości życia nie możemy wyuczyć tak jak katechizmu, ale możemy rozwijać w sobie i w młodych ludziach szlachetne pobudki poprzez radość z pomocy udzielonej innym, pogodne przyjacielskie rozmowy, a także poprzez zachwyt nad tajemnicą życia i podziw dla jego różnorodności. Świadoma akceptacja warunków naszego życia pomaga w osiągnięciu głębi i radości życia, która staje się dzisiaj jednym z najsubtelniejszych przeżyć duchowych.

Czasami dobry cytat jest lepszy niż byle jaki argument, niech więc podsumowaniem moich refleksji będą słowa piosenki, której nauczyłam się w czasie pielgrzymki rodzin do Krypna...

To szczęśliwy dzień, dziękuję Bogu za pogodę, to szczęśliwy dzień i dla Pana przeżywam go, to szczęśliwy dzień i wszystko będzie dobrze, żyjąc w każdym dniu Słowem, które daje Pan.

Dorota Rusiłowicz



Spis artykułów